Chwała samotnym matkom

Zawsze byłam pełna podziwu dla samotnych mam, bo miałam jedną koleżankę, która zamiast tkwić w beznadziejnym i niedobrym związku, wybrała samotne macierzyństwo. Widziałam jak się zmaga z niepochlebnymi komentarzami, brakiem zrozumienia, bo niby dlaczego nie wytrzymała „dla dobra” dzieci. Dotknęły ją też pełne politowania stwierdzenia: „z dziećmi nikogo nie znajdziesz”, „taka młoda i już rozwódka”.

Nie miałyśmy jednak bardzo bliskiego kontaktu, więc tylko od czasu do czasu mogłam się dowiedzieć jak wygląda jej życie na co dzień. Moja koleżanka jest jednak z tych, co nie płaczą i nie użalają się nad sobą, nie pokazują jak im ciężko albo źle, dlatego póki sama nie doświadczyłam samotnego macierzyństwa, guzik o tym wiedziałam. Opowiem Wasm teraz bajkę niewesołą o matce, co sama z dziećmi była i sie tym potwornie psychiczne zmęczyła. W roli głównej Peggy.

Photo by Patrick Fore on Unsplash

Mój mąż wyjechał na tzw. short time assignment, czyli ”krótkoterminowy” wyjazd z pracy – pojęcie krótkoterminowy może być tu mylące, bo dotyczy okresu całego roku. Nie wyjechał do innego miasta w Polsce, a nawet w Europie ale do Azji – dokładnie do Indonezji. Oczywiście teraz mogą się odezwać głosy zachwytu, ale już studzę – ja nie mogłam jechać z kilku powodów. Po pierwsze, sama mam pracę, co prawda ponoć wymarzona, bo jestem nauczycielem akademickim (teoretycznie pracuję kilka godzin w tygodniu, w praktyce – zapraszam każdego, żeby spróbował przygotować półtora godzinny wykład na aktualne tematy i pracował także w weekendy) i nie mogłam, a raczej nie chciałam tej mojej pracy rzucić. Po drugie, syn pierwszy właśnie miał iść do pierwszej klasy podstawówki i chciałam, żeby miał szansę zgrać się z kolegami i koleżankami, co według mnie istotne. Po trzecie, nie wiedziałam jak miałoby wyglądać nasze życie w stolicy jednego z najwiekszych państw w regionie – nie jestem typem matki, która spełnia sie w opiece nad dziećmi i po prostu nie chciałam przez rok pracować w domu, w obcym środowisku. Wiadomo jednak, że rozłąka nie jest dla nikogo dobra, więc ustaliliśmy z mężem, że pół roku będzie sam na emigracji, a potem dołączymy do niego. I tak tez się stało – tydzień temu, uciekając przed mrozami, wylądowałam w 35-stopniowym upale 🙂 A teraz do rzeczy.

Przez pół roku byłam dla moich dzieci ojcem i matka, nauczycielem i opiekunką, kucharką i animatorem zabaw. Nie miałam nikogo do pomocy – obydwie babcie pracują, niani nie udało mi się znaleźć, a do tego nie mam znajomych czy sąsiadowi, którzy mogliby pomoc. I wiecie co? Czuję się po tym czasie jak górnik przed emeryturą, bo tyle tego było. Ale o tym w następnym wpisie.

– wasza Peggy

Ten wpis został opublikowany w kategorii Salon i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *